Efekt łamliwej deski

W ostatnim czasie bardzo wiele czasu poświęciłem na zagłębianie się w tematykę rozwoju osobistego. Głównym celem było zwiększenie własnej pewności siebie. Szukałem magicznej metody, która natychmiastowo z trochę niepewnego chłopaczka zrobiłaby ze mnie prawdziwego faceta. Niestety, ku moim oczekiwaniom, doszedłem do wniosku, że samo przeczytanie jednej książki nic nie da i trzeba trochę podziałać. Z książek dowiedziałem się za to, dlaczego mam czasami blokady i jaka jest ich natura, dzięki czemu łatwiej jest rozgryźć ten problem. W ten sposób zauważyłem w sobie coś, co mogę nazwać efektem łamliwej deski. Czytaj dalej ‘Efekt łamliwej deski’

Come-back

Jak to ostatnio ze mną bywa, siadłem do komputera i nie wiedziałem zbytnio, co ze sobą mam robić. Wtedy to przypomniałem sobie, że kiedyś miałem jakiegoś bloga na wordpressie, którego to już dawno nie widziałem. No i cóż, powiedziałem sobie “dawno nie pisałem niczego, warto sobie przypomnieć, jak to się robi”. Jednym z powodów jest szukanie dobrego motywatora do działania – podjąłem walkę z lenistwem i zamierzam ją wygrać, ale jeszcze nie odnalazłem odpowiedniego środka do tego. Mam nadzieję, że pisanie tutaj przyniesie zamierzony efekt. Tym razem nie będę się raczej trzymał jakiejś określonej z góry tematyki, tylko będę pisał co do łba wpadnie.

O informacji i sposobie jej podawania…

Człowiek to z natury istota, która lubi poznawać nowe rzeczy i odkrywać otaczający ją świat. Widać to doskonale po tym, jakie człowiek wynalazki stworzył, w jaki sposób dąży do odkrycia takich zagadek, jak powstanie świata, nasze pochodzenie, eksploracja niezbadanych wcześniej planet… To samo zjawisko można zauważyć w naszym życiu codziennym. Ludzie oglądają telewizję, słuchają radia, czytają gazety. Chcą wiedzieć, co dzieje się zarówno w ich najbliższym otoczeniu, jak i w odleglejszych zakątkach świata.

Jednak w tym wszystkim jest jeden drobny haczyk, dosyć oczywisty, ale jednak mogący dosyć istotnie zmienić nasze spojrzenie na świat. To, co możecie obejrzeć w telewizyjnych wiadomościach, usłyszeć w radiu lub przeczytać w gazecie to zbiór odpowiednio wyselekcjonowanych informacji. Oznacza to mniej więcej tyle, że do nas dotrą tylko te informacje, które zostaną uznane przez kogoś za warte przekazania. Jeżeli redakcja nie zechce puścić informacji, że (przykładowo) ilość kierowców przekraczających wyznaczone prędkości maleje, to tego nie zrobi, może zaś opublikować informację, że liczba ofiar śmiertelnych na drogach w wypadkach motocyklowych w tym roku rośnie, dając odbiorcy do zrozumienia, że nic się nie zmienia na dobre. Druga problematyczna kwestia to brak obiektywizmu.

Nawet, jeżeli już zostanie opublikowana jakaś informacja, to dzięki mnogości różnych metod informacja z natury pozytywna może mieć wydźwięk negatywny. Przykładem niech będzie decyzja rządu, by obniżyć akcyzę o kilka procent. Pozostawiając informację w takim stanie jest to informacja dla większości pozytywna, jednak wystarczy do niej dodać, że spadek ten mógł być dużo większy, krytykując przy okazji tak długie zwlekanie z wprowadzeniem tej decyzji w życie, a już informacja ta nie jest tak dobra, jak mogłoby się wydawać. Oczywiście informacje wzbogacone odpowiednimi komentarzami i wiadomościami pozwolą odbiorcy na lepsze poznanie decyzji i jej konsekwencji, jednak w dzisiejszych czasach zwykle kończy się to na nadmiernym pochwalaniu lub krytyce. Doskonały przykład, który dodatkowo częściowo mnie dotyczy, możecie obejrzeć w tym krótkim reportażu z tegorocznego OZP.  Wspominanie o wandalizmie i ujęcie na przewrócony słup ogłoszeniowy jest doskonałym przykładem manipulacji, która ma na celu przedstawienie parkouru jako chuligaństwo, chociaż takie stwierdzenie nie pada bezpośrednio z ust reporterki.

Tego typu zagrywki są powszechnie używane w dzisiejszych mediach, przez co nie ma jednego uniwersalnego medium, ponieważ słyszy się stale “TVP to stacja PiSowców, a TVN PO”, i tym podobne kwestie. Rozwiązanie na to jest jedno, lecz bardzo korzystne – odcięcie się od tych wszystkich mediów. Nic się nie stanie, jeżeli nie usłyszycie znowu o jakimś wypadku, o wydarzeniach w Sejmie czy innych tego typu rewelacjach, które zupełnie nie mają wpływu na nasze funkcjonowanie. Zaoszczędzimy w ten sposób czas i pieniądze, które będzie można przeznaczyć na coś bardziej ambitniejszego, jak na przykład lektura magazynów popularno-naukowych czy wypożyczenie dobrego filmu. Internet jest wystarczającym rozwiązaniem – w większości przypadków na forach dyskusyjnych bzdetne informacje są filtrowane, a dyskusja toczy się na tematy faktycznie istotne, w dodatku możemy poznać różne punkty widzenia na pojedyncze zagadnienie.
Dobijające też są wszelkiego rodzaju serwisy plotkarskie, w których można się dowiedzieć o takich sensacjach, jak np. “ Miley ŻUJE gumę!” czy “Zagra w pornosie?” (autentyki z pewnego tego typu serwisu). Rozumiem, że można być fanem jakiejś gwiazdy i wiedzieć, jak ulubieńcowi układa się życie, jednak czy umieszczane tam inforamcje to nie jest zwyczajne rujnowanie prywatności i wchodzenie z butami w cudze życie? Naprawdę nie wiem, jak może kogoś interesować, co ktoś je, gdzie się bawi, z kim chodzi do restauracji…

Zniewolić Tybet?

Niedawno wszyscy chcieli walczyć ze złym krajem, który wyzyskuje swoich ludzi, aby ochronić inny kraj. Był to czołowy temat nie tylko w internecie, ale też w niemal każdym dostępnym środku masowego przekazu. Wiele osób chciało bojkotować zbliżającą się olimpiadę, niektórzy chcieli, by sportowcy zgolili głowy na znak solidarności z Tybetańczykami. Wiele głów wymyślało tuziny sposobów, jak uwolnić Tybet spod chińskiego jarzma, po serwisach rozrywkowych krążyły obrazki i karykatury wyśmiewające i trafnie komentujące to, co się wtedy działo. Zbliżającą się olimpiadę porównywano nawet do tej z roku 1936, mieszając w to wszystko politykę i rasizm. Tworzono petycje, wysyłano Bóg wie gdzie listy, jednoczono się z Tybetańczykami, krótko mówiąc – Tybet był wszędzie. Wydawać by się mogło, że im bliżej jakiegoś wydarzenia, tym bardziej fala sprzeciwu powinna narastać. Jednak jak jest w rzeczywistości, chyba każdy widzi. Większość już pewnie zapomniała o całym zamieszaniu, czekając na kolejne, po Euro, wielkie wydarzenie sportowe. Jednak dlaczego już nie słyszymy o tym, że w Chinach łamie się prawa człowieka? Dlaczego już nie mówi się o tym, co dzieje się w Tybecie? Dlaczego cała sprawa ucichła? Warto się zastanowić, czy postawa protybetańska, jaka była obecna na każdym kroku, była potrzebna i przyniosła jakiś owoc? Jeżeli nie ma po niej żadnych efektów, to dlaczego zaprzestano walki o dobro Tybetu? A może faktycznie to całe zamieszanie faktycznie nie miało na celu zmianę czegokolwiek, a służyło tylko do zamanifestowania “Ojej, ale oni tam mają źle! Pokażmy, że ktoś widzi ich tragedię!”? Faktycznie, wielu zauważyło ten problem, tylko kto chciał realnie im pomóc, a nie tylko wpasować się w trend zjednoczenia z Tybetem?

Nikt już nie chce uwolnienia, więc pora zniewolić Tybet!

Ateizm – jak to z nim jest?

Ostatnimi czasy można zauważyć, że chrześcijanizm jest dosyć mocno atakowany. Ludzie coraz rzadziej chodzą do kościołów i modlą się, przysłaniając się brakiem wiary w Boga – ateizmem. Problem nasilił się tak bardzo, że dochodzi do potyczek słownych między tymi dwiema grupami, co widać szczególnie w internecie (wystarczy zajrzeć na wykop, aby przekonać się, ile osób wykopuje rzeczy związane z ateizmem i jakie znajdują się pod nimi komentarze). Każdy obóz używa innych argumentów, aby przekonać resztę do swojej racji. Jednak jedna rzecz mnie troszkę zdziwiła – wiele osób teistycznych twierdzi, że ateizm jest wiarą, przekonując, że jest to wiara w brak boga i teorię ewolucjonistyczną (człowiek od małpy, Wielki Wybuch i te sprawy). Czy jest tak w rzeczywistości? Aby tę kwestię roztrzygnąć, trzeba najpierw zastanowić się nad znaczeniem słowa “ateizm”.
Ateizm (z greckiego “a-” prefiks przeczący, “theos” – Bóg), doktryna albo życiowa postawa wyrażająca negację istnienia Boga (lub bóstw), niewiara. W sensie filozoficznym: uznanie Boga za byt urojony, w sensie teologicznym: zerwanie więzi z Bogiem i cofnięcie aktu zaufania wobec Niego, w religioznawstwie i socjologii: zanik praktyk religijnych połączony z desakralizacją życia ludzkiego. (źródło – WIEM)
Na podstawie tej krótkiej definicji można dojść do wniosku, że osoba ateistyczna to taka, która nie tylko nie uznaje istnienia Boga, ale również przestaje przeżywać swoje życie w jakiejkolwiek formie duchowej. Jednak jest to według mnie zbyt przerysowany obraz ateisty. Skupmy się na chwilę na samym bogu. Czy twierdzenie, że bóg nie istnieje, można uznać za wiarę? Przeciwnicy ateizmu twierdzą, że jest to prawidłowe stwierdzenie, tłumacząc,  że wiara w boga jest zastępowana w wiarę w tezy naukowe, między innymi teorię o Wielkim Wybuchu. Jeżeli tak jest faktycznie, to ateizm posiada – tak jak katolicyzm – wiele swoich odłamów, ponieważ tak, jak przykładowo protestantyzm nie przyjmuje idei świętej Trójcy, tak samo nie każdy ateista zgadza się z teorią o wielkim wybuchu. W dodatku jeżeli to jest prawda, to można uznać, że każda osoba ma w sobie pierwiastek ateisty – akceptując jednego boga odrzuca się innego. Z drugiej zaś strony ateista również może mieć religię. Za przykład weźmy buddyzm. Mówiąc w skrócie jest to religia, w której człowiek dąży do zduszenia w sobie pragnienia, które jest źródłem cierpienia, by osiągnąć stan doskonały – nirwanę. Nikt chyba nie zaprzeczy, że nie jest to wiara, jednak zależność buddyzmu od bóstw jest w niektórych jej odmianach zerowa – wyklucza zupełnie istnienie istot boskich.
W sumie już mogę chyba skończyć na tym punkcie. Nie chcę nikogo przekonywać do ateizmu, po prostu chciałem przedstawić, że błędem jest nazywanie ateizmu wiarą.

Jak poderwać parkourowca?

Nie pozostawię żadnego komentarza, po prostu kliknijcie w obrazek i podziwiajcie, jakie złote rady można znaleźć w Bravo Girl…

David Belle Strikes Back?

W styczniu roku dwa tysiące siódmego światkiem parkour – a przynajmniej naszą polską częścią – poruszyło pewne wydarzenie. Dla niewtajemniczonych przypomnę, że w tym czasie na blogu Davida Bella można było ujrzeć notkę, z której wynikało, że tylko on i osoby przez niego wyznaczone ćwiczą oficjalny parkour, zaś cała reszta nadużywa tej nazwy (nawet prawnie). Zarzucano wtedy Bellowi komercjalizację parkour, przywłaszczenie go, zaś o nim samym mówiono w kategoriach “jemu na stare lata już odbija”. Wiele osób poczuło się tym faktem tak oburzonych, że odwrócili się od niego i zaczęli uznawać Sebastiana Foucana i jego free running. Po jakimś czasie jednak sprawa ucichła, a większość krzykaczy nadal wychwalała Davida Bella i ‘jego’ parkour.
Stan ten pewnie trwałby do teraz, gdyby nie zamknięcie serwisu parkour.NET. Nie byłoby w tym nic dziwnego, w końcu wiele razy ta strona padała z powodów technicznych, jednak tym razem powód był zupełnie inny, powiązany z aferą, która miała miejsce półtora roku temu. Na Overgroundzie można przeczytać powód zamknięcia strony, który brzmi następująco:

• Ja (Jerome, właściciel domeny parkour.net oraz osoba odpowiedzialna za tę stronę) nie powinienem w żaden sposób łączyć Davida Belle’a ani jego rodziny z grupą Yamakasi, ponieważ wiążą się z nimi pewne wypadki.
• Muszę usunąć ze strony wszystko, co odnosi się do Davida Belle’a lub jego rodziny.
• Zostanie mi dostarczone upomnienie.
• Słowo “parkour” jest zastrzeżone i chronione prawem, a oni (David Belle, Jean-François Belle itd.) chcą je odzyskać.
• David zgadza się z powyższym.

No i cyrki z początku 2007 roku zaczynają się chyba na nowo, chociaż informacja ta nie jest jeszcze oficjalnie potwierdzona przez samego Davida. Po części rozumiem jego zaangażowanie w tę sprawę, szczególnie do części odnoszącej się do niego i jego rodziny – chyba każdy z nas ceni sobie prywatność, zaś o jego rodzinie w internecie już dawno można było znaleźć informacje bardziej szczegółowe, niż informacje o nim samym i ew. ojcu. Jednak po raz kolejny największe zamieszanie powoduje nie ta sprawa, a zastrzeganie sobie nazwy “Parkour”. Jedna głupia nazwa. Według mnie nie jest ważna nazwa – równie dobrze mógłbym ‘parkour’ zamienić na dowolną inny tytuł, ponieważ nie tytuł jest w książce ważny, a treść. Nigdy nie przywiązywałem zbyt dużej wagi do nazewnictwa, starałem się jak najbardziej unikać wymawiania ‘parkour’, ponieważ wtedy ludzie kojarzą sobie to z “Trzynastą Dzielnicą”, “Yamakasi” czy z dzieciakami robiącymi salta i skaczącymi po dachach. Myślę, że nie ma się o co oburzać, ponieważ sami doskonale wiemy, jakie środki trzeba było podjąć, aby wybić co niektórym z głowy, że w parkour nie ma salt. Zamiast tego powinniśmy być jemu ( i nie tylko) wdzięczni, że jego sposób na ruch rozprzestrzenił się i trafił do nas, dzięki czemu rozwijamy się fizycznie i psychicznie. I pal licho, czy jest to parkour, free running czy dachobieg, ważne, żeby robić to dla siebie. Nie liczy się słowo, ważne jest jego znaczenie. Nawet, jeżeli wymówienie słowa “parkour” byłoby od tej pory karane, znaczenie powinno pozostać w każdym z traceurów.

GoW: CoO – Recenzja.

Kolejna recenzja. Tym razem jest to kieszonkowa wersja największego madafaki w historii branży growej Kratosa, która co prawda jest bardzo dobra, jednak nie aż tak, jak się spodziewałem. Przeczytać możecie ją u mnie albo na skizo.org.

Euro 2008 po polsku

Mistrzostwa Europy w piłce nożnej to niewątpliwie jedna z najważniejszych i najhuczniejszych imprez sportowych na starym kontynencie, z którą może konkurować chyba tylko Liga Mistrzów. Polska jeszcze nigdy nie mogła uczestniczyć w finałach tego turnieju, dlatego tegoroczny debiut wyzwolił w nas wiele radości i euforii. Ponieważ dzisiaj nasza reprezentacja zagra swój debiutancki mecz, postanowiłem zebrać swoje refleksje i spostrzeżenia do kupy.
Polski Kibic edition Dzisiaj niemal cały kraj zjednoczy się na półtorej godziny, aby zagrzać do walki naszych piłkarzy i pomóc im dobrze zagrać z Niemcami. Jedność ta była widoczna już dużo wcześniej – wiele stron internetowych zmieniły swoje loga tak, by tematycznie wpasować się w ten piłkarski klimat. W sklepie wiele produktów nawołuje radośnie “Wspieramy polską reprezentację! Dopinguj naszym!”, a spacerując po ulicach miast można dostrzec wywieszone flagi. Szkoda tylko, że niemal wszystkie zawierają reklamę browaru Tyskie, ale w zasadzie nie można im mieć za złe tego, że chcą w ten sposób zareklamować swój produkt. Wiele osób uda się zapewne do barów lub na place, gdzie razem z wieloma innymi kibicami będą mogli przeżywać dzisiejszy pojedynek. Gadu-Gadu zalewa aktualnie potop opisów z hasłami patriotycznymi (szczególną popularnością cieszy się obrazek flagi z dumnie stojącym “POLSKA” na środku). Oczywiście, jak to w naszym pięknym kraju bywa, nie mogło zabraknąć głosów pesymistycznych (lub jak mówią te osoby “realistycznych”), zwiastujących sromotną klęske naszej reprezentacji. Być może cała otoczka wokół Euro stała się zbyt nachalna, tym bardziej, że Polacy coraz częściej odnoszą sukcesy sportowe, ale w końcu na tych mistrzostwach gramy pierwszy raz, więc jest to niewątpliwie wielkie wydarzenie, dlatego też na te kilka dni można taki stan rzeczy zaakceptować.
Niestety, polska nachalność wykracza ponad opisane wcześniej zjawisko. Nie będę poruszał już nawet tego, że telewizja publiczna nie wyemituje żadnego meczu naszej reprezentacji, co można nazwać kulturalnie “wielkim niedopatrzeniem”, ponieważ to może dać pretekst do odwiedzenia tych znajomych, którzy odbierają kanały Polsatu. (: Dużo gorsze jest zjawisko, które zostało wywołane dzisiejszym meczem. Rzesze ludzi wchodzą na zagraniczne strony i w różnorakich ankietach oddają masowo głosy na Polskę, fałszując wyniki i przyczyniając się do promowania obrazu polaka jako co najmniej spamera. Można chwilami również natrafić w internecie na głosy, które dyskryminują naród niemiecki. Tak bardzo zapędziliśmy się w dopingowaniu naszym, że przekroczyliśmy pewną granicę i zaczęło się wrzucanie na drużynę przeciwników.
Mimo wszystko dzisiaj siądę na kanapię przed telewizorem i razem z Wami będę śledził dzisiejszy mecz. Ja liczę na remis, a jaki wynik Wy obstawiacie?

Run for Fun & Disgaea

Zgodnie z obietnicą do Waszych rąk trafia zapowiadany filmik parkourowo-akrobatyczny “Run for Fun”. Na pewno nie jest to typowy sampler prezentujący umiejętności, gdyż brak tam naprawdę masakrycznych akcji. Cóż, częściowo nie miałem takich scen złapanych, częściowo nie jestem w stanie aktualnie takich wyczynów robić, ale przynajmniej będę miał co pokazać w następnej produkcji, gdy ta ma charakter bardzo luźny. Filmik ten możecie obejrzeć na końcu newsa lub w odpowiedniej części bloga (Filmy -> Run for Fun).

Druga sprawa to recenzja gry Disgaea: Afternoon of Darkness na PSP, która pochłonęła mnie na dłuuugi czas, dostarczając mnóstwo śmiechu i dobrej zabawy. Naprawdę w tę grę powinien zagrać każdy, albo chociaż obejrzeć niektóre scenki, naprawdę można się uśmiać. Tekst można przeczytać wchodząc w Teksty -> Disgaea, lub na skizo.org.

Plany na przyszłość? Na pewno zrobię jedną wideorecenzję, gdy tylko zdobędę jakiś w miarę sprawny mikrofon. Poza tym nic mi nie wpada do głowy, ale mam nadzieję, że coś mi się uda wykrzesać.

Następna strona »


Kontakt

Mail: spamland(at)o2.pl Gadu-Gadu: 4156070